- Daleko jeszcze?- spytałam, nie potrafiąc
usiedzieć na miejscu.
- TI, uspokój się dziecko! Pytałaś o to kilka minut temu.
- Ale mamo! Jedziemy już kilka godzin. Może chociaż jakiś postój?
- Gdzie ja mam Ci tu stanąć? Nie ma miejsca.- no jasne, typowa mama.
- Hahah, nie ma miejsca? Serio? Spójrz na prawo. Ty masz pas awaryjny, a ja
dołek, który może spokojnie posłużyć mi jako toaleta.
- Pas awaryjny nie służy do załatwiania potrzeb fizjologicznych!- dlaczego
ona wszystko utrudnia?
- Potrzeb fizjologicznych?! Jakich potrzeb? Ja tu mam awarię, a za chwilę
ty ją będziesz miała na siedzeniu pasażera!- hahah, tak. To mi wyszło,brawa dla
mnie. Tylko, że ja nie żartuję, naprawdę muszę skorzystać z toalety, bo będzie
źle.
- TI!- czyli przenosimy naszą rozmowę o poziom głośności wyżej.
- Mamo! ...Boże, widzisz, a nie grzmisz..
- Dobra, patrz! Tu masz znak. Parking za kilka metrów, jest też toaleta i..
- No nareszcie! Thank you very much!- powiedziałam i zaczęłam oglądać nagle
bardzo interesujące widoki za szybą.
W końcu dojechałyśmy na parking, a jak to ja w potrzebie, wyskoczyłam z
samochodu, zanim mama zdążyła zaparkować naszego czarnego opla, na wolnym
miejscu parkingowym, na parkingu przy wyjątkowo ruchliwej dzisiejszego dnia
autostradzie A4. Pobiegłam od razu w stronę toalet i szybko zamknęłam za sobą
drzwi. Po opuszczeniu toalety od razu udałam się w stronę samochodu mojej mamy.
Wiedziałam, że czeka nas jeszcze długa droga nad morze, więc by zaoszczędzić
trochę czasu zaczęłam biec. Parking nie był duży i spokojnie mogłabym się
znaleźć na jego drugim końcu w kilka sekund gdybym nie zderzyła się z jakimś
lalusiem.
- Uważaj jak idziesz! Nie mam ochoty na szpitalny obiad!- krzyknęłam na
chłopaka, który mnie trzymał.
- What?- nie no, jeszcze Angol... w sumie.. może nie będzie aż tak źle.
Zobaczymy, czy szkoła się przydaje.
- Nic Ci się nie stało?- zapytał wysoki szatyn. Włosy ułożone w
artystycznym nieładzie, co chwilę przeczesywana palcami grzywka. Duże,
błyszczące oczy spoglądające spod długich rzęs. Miał na sobie czarną
koszulkę, która opinała jego umięśniony tors i jeansy w tym samym kolorze. Stał
przede mną i patrzył się, czekając na moją jakąkolwiek reakcję. Dalej TI, weź
się w garść!
- Jestem cała, choć nie ukrywam, że to zderzenie trochę bolało.- mówiłam,
wyswobadzając się z uścisku chłopaka.
- Naprawdę nie chciałem. Jestem Louis.- powiedział wyciągając dłoń w moim
kierunku.
- TI.- odpowiedziałam i uścisnęłam dłoń chłopaka.- No więc, skoro już tu
tak stoimy, wybacz, że tak prosto z mostu, ale co tutaj robisz? Chyba nie
jesteś stąd.
- Tak, masz rację. Postój, prostowanie nóg.. Jak zwał, tak zwał. Jedziemy z
chłopakami nad morze.- Co? Ja się chyba przesłyszałam. Gdzie on jedzie? Że niby
nad morze? Może jeszcze ta sama miejscowość i hotel? Nie, to się nie dzieje
naprawdę.- A ty piękna?
- Piękna też jedzie nad morze.- nie będę się z nim sprzeczać, w końcu
najbrzydsza to ja nie jestem i wiele razy mi to udowadniano.- Jeśli chcesz
wiedzieć, to dokładnie do hotelu w Międzyzdrojach.
- Co za zbieg okoliczności. TI, wygląda na to, że spędzisz z nami wakacje!-
krzyknął szatyn, objął mnie i uniósł w powietrze.- Hahaha, ale Ty jesteś lekka!
Jak piórko.- mówił, nadal trzymając mnie nad ziemią. A ja, jak każda samotna
laska, która ma dość podrzucania kolesi przez najlepsze przyjaciółki, uległam i
spojrzałam mu głęboko w oczy. Utonęłam w ich kolorze. Jednak nie byłam jedyna.
Louis też spojrzał w moje.- Ej, piękna?- powiedział sadzając mnie na masce jego
srebrnego samochodu, którego marki nie znałam.
- Ymm, tak?
- Co jak co, ale te swoje oczka to masz śliczne.- powiedział cwaniacko się
uśmiechając.
- Dzięk...
- Ej, Lou! No nie! Chłopaki, on znowu gada z jakąś laską! Chłopaki!- zaczął
krzyczeć kolejny szatyn w naszą stronę.
- Kolega?- zapytałam powstrzymując śmiech.
- Heh, tak. To Liam. Poznasz go bliżej na miejscu, bo na pewno się spot...
- TI! Dziecko! Ile mam na Ciebie czekać?!- moja mama potrafi sobie znaleźć
moment.
- Kto to?- zapytał mój nowy znajomy wskazując na kobietę, która właśnie mnie
wołała.
- To moja mama... Przepraszam Louis, ale muszę już iść.- powiedziałam schodząc
z maski pojazdu.
- Ej, skarbie!- nie
mogę, on za mną biegnie.
- Ymm, tak?
- W jakim hotelu się zatrzymujesz?
- Nie pamiętam nazwy, ale na pewno się znajdziemy.- powiedziałam idąc dalej.
- To może chociaż numer?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Pewnie, daj telefon.- wstukałam numer i oddając go chłopakowi, cmoknęłam go w
policzek.- Do zobaczenia Louis.
- Do zobaczenia TI.
*w samochodzie*
- Kto to był?- z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej rodzicielki.
- Stary znajomy.- brawo TI, nie zepsuj tego. Już sobie wyobrażam jej minę,
gdybym powiedziała jej prawdę.- Poznaliśmy się kiedyś w szkole. Była wymiana,
pamiętasz?
- Tak, pamiętam.
Cała droga do miejscowości zwanej Międzyzdroje minęła całkiem normalnie, jak
zazwyczaj. Mama o nic nie pytała, a ja nie chwaliłam się za bardzo swoim nowym
'starym' znajomym. Jedyne co mnie interesowało to to, czy zatrzyma się w tym
samym hotelu i kiedy będę mogła znowu spojrzeć w jego oczy, które niby
zwyczajne, ale jednak miały w sobie to coś. Tak samo jak ich właściciel. Chyba
mogę przyznać, że.. że.. No dobra, zakochałam się! A co więcej, jest to miłość
od pierwszego wejrzenia..
Już na wjeździe na hotelowy parking zauważyłam coś, co przykuło moją uwagę.
Samochód. Ten sam samochód, na którym siedziałam kilka godzin wcześniej, a przy
nim? Pięciu umięśnionych chłopaków, a w śród nich Louis. Hahah, no.. Muszę
przyznać, że zapowiadają się ciekawe wakacje. Wysiadłam z samochodu i jak gdyby
nigdy nic, podeszłam do bagażnika po swoją walizkę z flagą Wielkiej Brytanii,
kupioną właśnie na Wyspach Brytyjskich. Postawiłam ją na ziemi, chwyciłam za
rączkę i udałam się w stronę wejścia do hotelu.
- TI! TI! Zaczekaj!- wszędzie poznam ten głos.
- Lou?
- We własnej osobie! Nie wierzę, ten sam hotel!- powiedział i przytulił mnie.-
Musze Ci coś powiedzieć.- złapał mnie za rękę i próbował odciągnąć w bardziej
ustronne miejsce.
- Lou, czy to nie może poczekać? Chciałabym się rozpakować..
- A mogę powiedzieć to tu i teraz?- zapytał pokazując wzrokiem na moją mamę.
- Chyba tak. Ona nie rozumie niczego po angielsku.- powiedziałam i uśmiechnęłam
się w stronę mamy.
- No dobrze... TI, gdy
wpadłaś na mnie na parkingu, ja... ja... ja wiedziałem, że...
- Ja Ciebie też Louis.- przerwałam mu. Wiedziałam, co chce powiedzieć, chociaż
słodko wyglądał gdy się tak męczył.
- Czy to znaczy że..?
- A chcesz?
- Tak! To znaczy, jeśli Twoja mama nie ma nic przeciwko...
- Oj, pocałuj mnie!- jak powiedziałam, tak też zrobił. Moja mama zaczęła nas
ściskać. Przyjaciele Louisa zrobili: 'uuuuuuuuu' i zaczęli się śmiać... Tak,
chyba nikt ich nigdy nie zrozumie, ale muszę przyznać, że Louis ma zajebistych
przyjaciół. Tylko pozazdrościć.
No i jest! Długo, bo długo, ale jest! Mój drugi imagin na tej stronie! Mam
nadzieję, że Wam się spodoba, bo pisałam o kilka dni ze względu na brak tzw.
'weny'. Jeśli doszliście do tej części, to moglibyście, jako znak, że
przeczytaliście, napisać w komentarzu chociaż głupią buźkę, żebym wiedziała, że
jednak ktoś czyta to, co piszę, a mnie to na pewno zmotywuje i imaginy będą
pojawiać się częściej. Sprawdzajcie też mojego twittera ( @Smerfetka_xx ), tam pojawiać się będą tweety dotyczące kolejnych imaginów!
Hope You Like It! : )
/ Monica. : )